przyjazd w nowym 2016 roku. Tylko na chwilkę, by uchronić przed mrozem -13 C podgrzewacz wody. Odkręcamy go i zabieramy ze sobą, przezimuje w mieście.
niedziela, 3 stycznia 2016
sobota, 12 grudnia 2015
Po buraczki, ziemniaczki i jabłka
pojechaliśmy przedświątecznie. W domu chłodno, rozpaliliśmy tylko w kuchni
Na dworze słonecznie i wietrznie, mech i bukszpany pięknie rosną.
Kota rozszalała się po podwórku, a zwłaszcza po drzewach
Gdy zmarzły jej łapki czekała pod drzwiami, by wpuścić ją do domu
A potem szybciutko na krzesło, by grzać łapki na wełnianej poduszce.
sobota, 21 listopada 2015
Gdy zimo i mokro
to zupełnie nie ma się ochoty jechać na wilgotną i zimną wieś. Tymczasem w czasie drogi deszcz ustał, a dom odwrotnie niż dwa tygodnie temu przywitał nas w miarę ciepło. Ostatnio temperatura na dworze przekraczała +15, a dom trzymał chłód. Tyma razem temperatura na dworze +2, a w domu zadziwiająco cieplej. Wystarczyło napalić w kuchni kaflowej, w kominku i momentalnie było ciepło.
Machanie grabiami powoduje, że nawet +2 nie jest straszne. Ubrana na cebulkę w miarę coraz większej grabionej powierzchni, zaczęłam pozbywać się kolejnych warstw.
W związku z tym, że zapowiadają przymrozki odłączyliśmy już wodę na zewnątrz, pochowaliśmy resztę sprzętów, stół i pojemniki. Schowałam też drewnianego ludka, który siedział na brzozie, okryłam nowo posadzone hortensje i róże. Zima idzie.....
Machanie grabiami powoduje, że nawet +2 nie jest straszne. Ubrana na cebulkę w miarę coraz większej grabionej powierzchni, zaczęłam pozbywać się kolejnych warstw.
W związku z tym, że zapowiadają przymrozki odłączyliśmy już wodę na zewnątrz, pochowaliśmy resztę sprzętów, stół i pojemniki. Schowałam też drewnianego ludka, który siedział na brzozie, okryłam nowo posadzone hortensje i róże. Zima idzie.....
niedziela, 8 listopada 2015
Nasza kota ma depresję
jesienną. Nie ma się co dziwić, gdyż od kwietnia do października przebywa na wsi, wolna biega po trawie, skacze po drzewach, wyleguje się w trawie na słońcu. Od listopada do kwietnia wraca do domu w mieście. No i właśnie znów ma depresję z tego powodu, niby w mieście ciepło i bezpiecznie, ale nudaaaaa Panie nudaaaaa. W ten weekend pojechaliśmy znów na wieś, bo liście lecą nieubłaganie i ciągle coś trzeba grabić, kota oczywiście pojechała z nami, przez weekend znów była szczęśliwa. A teraz znów nuuudaaaaaa.....
Ja za to po weekendzie mam zakwasy, tak to jest jak wykonuje się inne ruchy, niż siedzenie przy komputerze :-) Plan grabienia liści wykonany tylko w połowie, tak że za tydzień znów nas to czeka. Spotkaliśmy się też towarzysko, przyjaciele pochwalili się, ze za 7 miesięcy zostaną dziadkami. Szczęśliwcy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



